STRONA GŁÓWNA       O MNIE 

Szara Myszka kontra internetowe "złote" rady

Cześć Myszki :)! Dzisiaj zajmiemy się głupotami z internetu. Będzie o „złotych” poradach udzielanych przez „życiowych” specjalistów prosto z wirtualnego świata. Ostatnio czytałam takie brednie, że aż muszę Was z nimi zapoznać. W tekście znajdziecie wiele odniesień do związków, ale sądzę, że samotne Myszki również powinny go przeczytać - tak ku przestrodze ;)! Równocześnie ostrzegam, że wpis może okazać się nieco obrzydliwy dla osób szczególnie wrażliwych ;). Zaczynamy!

Zapewne każda z Was napotkała na swojej drodze jakąś typowo babską stronę internetową z plotkami, przepisami kuchennymi, propozycjami ćwiczeń, ubioru, makijażu i tym podobnymi sprawami. Ja nie należę do wyjątku – parę dni temu wylądowałam na witrynie z tego gatunku. Coś co zwróciło moją uwagę to tytuł artykułu, który brzmiał mniej więcej tak: „parę rzeczy, których nie należy robić przy swoim partnerze, nawet jeśli jesteście już długo razem”. Jak widzę takie duperele, to z ciekawości czytam, żeby wiedzieć co media próbują wcisnąć kobietom i młodym dziewczętom. Zawsze się przy tym obśmieję jak norka, zdenerwuję lub po prostu zaniemówię z nadmiaru ujrzanych kretynizmów. Ale wróćmy do samego „mądrego” tekstu. Przybliżę Wam najciekawsze punkty (kolejność przypadkowa). Punkt pierwszy: nie wolno siusiać przy partnerze ani opowiadać o problemach z żołądkiem. Podobno nie jest to seksowne i może to zrazić do nas naszego wybranka. Punkt drugi: jeżeli mamy problemy z cerą, to nie powinnyśmy demonstrować tego publicznie ani tym bardziej partnerowi (!). Jeżeli wyskoczy nam jakiś pryszcz na plecach, to nie możemy prosić naszego lubego o wyciśnięcie go. Mamy udać się do kosmetyczki i dzięki temu być może uchronimy nasz związek!!! Punkt trzeci: nie możemy pierdzieć i bekać w swojej obecności. Punkt czwarty: nawet drobne opowiastki o pobycie w toalecie mogą wywołać obrzydzenie drugiej połówki. Może to zaszkodzić życiu seksualnemu pary. Punkt piąty: nie opowiadamy partnerowi o miesiączce. Nie wolno nam zostawiać w łazience podpasek czy tamponów. Punkt szósty: zdradzając ukochanemu sekrety koleżanek musimy liczyć się z tym, że straci on do nas zaufanie. 
Czy jesteście pod wrażeniem powyższych „złotych” rad? Nie wiem jak Wy, ale ja odnoszę wrażenie, że stworzyła je osoba, która nigdy nie była w poważnym, udanym, kilkuletnim związku. Osobiście nie zgadzam się z żadnym z przedstawionych punktów. Zdaniem autorki nieprzestrzeganie określonych wyżej zasad jest brakiem szacunku dla partnera. Dla mnie, Szarej Myszki, powyższe „zakazy” są mocno oderwane od rzeczywistości i stanowią zaprzeczenie życia codziennego. Mój narzeczony podziela moją opinię w 100%. Jesteśmy razem od siedmiu lat i czytając takie bzdury nie możemy się nadziwić w jaki sposób mogą żyć niektóre pary. My nie mamy oporów, żeby opowiadać sobie o naszych problemach gastrycznych. Siusiamy w swojej obecności. Przy „dwójeczce” też zdarza nam się wchodzić do łazienki, bo np. potrzebujemy czegoś akurat z tego pomieszczenia. Mówimy sobie, gdy boli nas brzuch itp. Mojego narzeczonego nigdy nie obrzydzały moje problemy z cerą. Nie wstydził się wychodzić ze mną w miejsca publiczne gdy nie miałam makijażu tylko twarz pokrytą samymi pryszczami. Obecnie wygrałam walkę z trądzikiem, ale zdaję sobie sprawę, że jest to stan tymczasowy. Gdyby problem powrócił to wiem, że dla narzeczonego wciąż będę najpiękniejsza. I z makijażem i bez. Zdarzyło mi się wycisnąć pryszcza narzeczonemu z pleców. I wiecie co? Nasz związek się przez to nie rozpadł. Bekamy i pierdzimy w swojej obecności. Oczywiście za każdym razem mówimy „przepraszam” lub „na zdrowie”. Wstrzymywanie pewnych procesów zachodzących w organizmie jest bardzo niezdrowe i nienaturalne. My nie udajemy, że wszystko na świecie pięknie pachnie a smrodki nie istnieją. Mówimy sobie gdy idziemy do toalet. Może nie za każdym razem, ale jednak. Rozmawianie o toaletowych sprawach nawet w najmniejszym stopniu nie zaszkodziło naszemu życiu seksualnemu. Z miesiączki również nie robimy tematu tabu. Narzeczony wie kiedy zaczyna i kiedy kończy mi się okres. Zdarza mi się, że zostawię w łazience zwiniętą w rulonik zużytą podpaskę owiniętą papierkiem. Mój kochany nazywa ją naleśnikiem ;). Po prostu czasami zapominam, żeby ją zabrać i wyrzucić. Mało tego. Bywa, że zapomnę spłukać ubikację w „te” dni. Na szczęście nie zdarza mi się to zbyt często. Sytuacja jest dla mnie krępująca, ale narzeczony zawsze się śmieje, że zostawiłam „rekina” i nie robi mi żadnych problemów :). On wie jakie podpaski lubię i w razie potrzeby leci do sklepu i kupuje mi paczuszkę. Odnośnie zdradzania sekretów przyjaciółek swojemu partnerowi… ja nie mam przyjaciółek ani koleżanek. Otaczam się rodziną i osoby „postronne” nie są mi do niczego potrzebne. Moim najlepszym przyjacielem jest mój narzeczony, który i w tych kwestiach podziela moje zdanie. Znamy wszystkie sekrety dotyczące naszych rodzin. Nie widzę potrzeby robienia tajemnicy ze spraw najbliższych. Mija się to z celem i w sumie jest bez sensu. I tak każda drobnostka wcześniej czy później wyjdzie na jaw. Im szybciej dowiadujemy się o cudzych problemach, tym szybciej jesteśmy w stanie komuś pomóc lub zareagować w inny sposób.

„Mądra” strona na której znalazłam wyżej opisane „złote” rady oferuje szerszy wybór podobnych głupot. Dowiedziałam się na przykład, że nasz partner nigdy nie może nas zobaczyć w bawełnianych majteczkach, które są już troszkę sprane, wyblakłe albo mają jakąś plamkę, która nie chce się sprać. On nie może ich zobaczyć nawet podczas rozwieszania prania! Przy okazji znowu wspomniano o podpaskach. Oczywiście facet nie może ich zobaczyć. Kolejna rada została poświęcona oczyszczaniu cery. Nasza druga połówka nie może zobaczyć jak to robimy. My podobno również nie chcemy patrzeć jak nasz luby majstruje coś przy wągrach. Ale za to widok faceta z maseczką nawilżającą na twarzy jest już seksi! Z „mądrej” strony wyczytałam jeszcze delikatne sugestie, że ciało kobiety po porodzie jest mało ciekawe i należy je chować przed ojcem dzieci (!). Niestety autorka nie określiła przez jaki czas mamy nie pokazywać się mężowi ;). O genialnych poradach typu „czego pragną mężczyźni” czy „jak poderwać faceta” już nie będę się rozpisywać. Oszczędzę Wam tego ;).

Drogie Myszki! Niniejszy tekst powstał ku przestrodze. Nie sugerujcie się „złotymi” radami z babskich stron internetowych. W szczególności tymi dotyczącymi związków. Mogą wywołać efekt odwrotny od zamierzonego. Związek nie jest czymś co można zamknąć w sztywnych ramach. Pary z dłuższym stażem mają czuć się swobodnie w swojej obecności a nie zachowywać się jak ludzie spięci pierwszą randką z nieznajomym. Nie dajcie narzucić sobie określonego stylu życia i sposobu traktowania partnera. Słuchajcie głosu Waszego serca a nie wywodów pani zza ekranu komputera. Mnie również nie musicie słuchać ani podzielać mojego zdania w różnych kwestiach ;). W końcu to Wasze życie i Wasze wybory :). Niektóre internetowe wskazówki można przemyśleć czy zmodyfikować pod siebie, ale nie należy traktować ich śmiertelnie poważnie. Grunt to być sobą! Osoby rozpoczynające swoją uczuciową przygodę i te będące w dłuższych związkach nigdy nie powinny udawać kogoś kim nie są. Druga połówka ma pokochać nas za to jakie jesteśmy a nie za to kim próbujemy być. Kochane Myszki! Sztucznie napompowane relacje na dłuższą metę nie dadzą nam szczęścia. Nie liczy się kolor majtek, ukrywanie okresu przed ukochanym ani przestrzeganie sztywnych zasad savoir vivre’u na każdym kroku. W związku liczy się wzajemne zrozumienie, szczerość, przyjaźń, partnerstwo i szacunek. Związek to również sztuka kompromisu. Dążenie do złotego środka w sprawach spornych nierzadko okazuje się być sztuką. Życzę Wam, abyście opanowały tę sztukę do perfekcji a Wasze życie z partnerem było sielskie i anielskie :). Myszkom szukającym swojej drugiej połówki życzę rychłego skończenia z samotnością :). No i oczywiście radzę być sobą od samego początku nawiązywania głębszej relacji z drugą stroną ;). Do następnego razu Myszki :)!
05.02.2018
P.S. Dziękuję Wam za komentarze pod dyskusją na FB dotyczącą wieku partnera :). Cieszę się, że w zdecydowanej większości podzielacie moje zdanie. Link do wątku znajdziecie tutaj :).

Kreator stron internetowych - strona bez programowania