Myszkowe sposoby na zgrabną sylwetkę

Hej Kochani :)! Zainspirowana materiałami zamieszczanymi w internecie, postanowiłam podzielić się z Wami moimi sposobami na wyćwiczenie sylwetki. Przedstawię Wam zestaw ćwiczeń na poszczególne partie ciała z których sama korzystam i które mi służą. Zapraszam do lektury :)!

Tak jak pisałam przed chwilą – do napisania tego postu zainspirował mnie internet. A konkretnie – masa bzdurnych informacji, które można w nim wyczytać i które ewidentnie wprowadzają czytelnika w błąd. Buszując w sieci wiele razy spotkałam się z różnymi metodami zrzucenia nadwagi. Niechcący. Wszędzie jest pełno reklam specyfików pomagających osiągnąć idealną wagę. Dla mnie to bzdura i nie uważam takiej metody walki z nadmiarem ciałka. Tłuszcz nie spali się sam po łyknięciu tabletki. Mięśnie też same nam nie urosną. Oprócz podejrzanych „leków”, internet oferuje nam przeróżne diety cud w niezliczonej już ilości. Dla mnie takie wynalazki również mijają się z celem. Moim zdaniem wystarczy zmniejszyć ilość spożywanych pokarmów, zacząć się ruszać i wówczas na pewno nasza waga spadnie. Możemy używać mniej tłuszczu w kuchni niż zazwyczaj, ograniczyć słodycze i słone przekąski typu chipsy do minimum i na pewno będzie lepiej. Warto również pamiętać o wprowadzeniu w naszą dietę świeżych owoców i warzyw – witaminki to podstawa :). Jako Szara Myszka pragnę Wam wytłumaczyć, że w tym przypadku poprzez „dietę” rozumiem codzienny sposób odżywania się. Nie chodzi mi tutaj o głodzenie się przez miesiąc a następnie powrót do starych nawyków żywieniowych. Możemy jeść wszystko przez cały rok, tylko w granicach rozsądku. A przede wszystkim róbmy to mądrze! Czytajmy składy produktów spożywczych, które kupujemy i wybierajmy te z bardziej uczciwym składem. W miarę możliwości przyrządzajmy potrawy samemu i ograniczmy wizyty w knajpach typu fast food. Możemy jeść lody, pizzę i hamburgery. Nie róbmy jednak tego codziennie! Wystarczy np. jedno nieduże śmieciowe danie na tydzień i nie będzie tragedii. Pamiętajmy o tym, żeby nie jeść z nudów (wyjątkiem są tu same owoce i warzywa). Przestawienie się na trochę zdrowsze i mniej kaloryczne jedzenie nie jest takie trudne. Wystarczy mieć odrobinkę samozaparcia lub chęci. Nie trzeba przeczytać do tego setek poradników czy stron internetowych. Najgorsze jest to, że niektórzy są zaślepieni informacjami wyczytanymi w różnych źródłach i nie potrafią przeanalizować ich w logiczny sposób. Przykładem tego są różne ćwiczenia fizyczne prezentowane w mediach. Instruktorzy fitness czy blogerki radzą, żeby na płaski brzuch wykonać 15 brzuszków dziennie i będzie super. Co za bzdura! Za każdym razem, gdy słyszę takie „złote rady”, to dzieje się ze mną coś złego. Utrzymanie zgrabnej sylwetki po schudnięciu czy sama próba schudnięcia wymaga o wiele, wiele, wiele więcej wysiłku. Wykonywanie tak niskiej liczby powtórzeń jakiegokolwiek ćwiczenia jest kompletnie bez sensu. Ładne parę lat temu zapragnęłam mieć szczuplejszą sylwetkę. Gdy coś sobie postanowię, to nie ma mocnych. Muszę osiągnąć cel i koniec. Wykonywałam 4 serie brzuszków po 12 i pół minuty każda. Codziennie! Dodatkowo ćwiczyłam nogi na różne sposoby i podnosiłam ciężarki. Byłam bardzo zawzięta. Ilość czasu poświęcanego na ćwiczenia musiałam drastycznie zmniejszyć w momencie, gdy poszłam do pracy. Od pracy schudłam jeszcze bardziej niż od ćwiczeń. W przeciągu paru lat pozbyłam się około 10 kilogramów. Obecnie jestem bardzo zadowolona ze swojej sylwetki. Niektórzy twierdzą, że jestem za chuda, ale ja tak nie sądzę. Jestem szczupła i wyglądam zdrowo. Górna część mojego ciała jest zdecydowanie drobnokoścista. Dolna natomiast jest już przeciętno koścista ;). Po prostu ;). Dla utrzymania zgrabnej sylwetki od czasu do czasu robię brzuszki – na ogół parę razy w tygodniu po 100-200 powtórzeń. Dodatkowo – raz lub dwa razy w tygodniu skupiam się na bicepsach i tricepsach – podnoszę kilogramowe ciężarki aż zabraknie mi siły. Przed laty moją obsesją był brzuch. Obecnie jest to pupa – pupę ćwiczę codziennie (odpuszczam sobie, gdy jestem wycieńczona albo bardzo chora). Wykonuję 300 powtórzeń i muszę przyznać, że efekty są mocno zauważalne :). Czasami jeszcze zdarza mi się ćwiczyć na siłowniach plenerowych. Staram się wychodzić na długie spacery (w miarę możliwości, głównie w weekendy). Kalorie spalam również podczas sprzątania domu. W szczególności, gdy jestem wkurzona – wówczas zużywam na wszystko zdecydowanie więcej energii. W mojej głowie jest coś takiego, co nie pozwala mi przytyć. Gdy widzę po sobie, że moje ciało wygląda na ciut większe (chociaż inni tego nie widzą), to automatycznie jem ciut mniej i ciut więcej ćwiczę. Moja samokontrola w kwestii wagi już chyba jakiś czas temu przerodziła się w obsesję. Nie mierzę się, nie ważę… Oceniam wszystko na oko. Tak jest zdrowiej dla umysłu. Gdy miałam nieco więcej ciałka, to uzależniłam się od cyferek. Na szczęście już mi przeszło i nie mam z tym problemu :).
Jakie ćwiczenia preferuje Szara Myszka? Przede wszystkim takie, które nie zmuszają całego ciała do wysiłku. Lubię ćwiczyć tylko konkretną grupę mięśni w danym momencie, a nie kilka na raz. Działam „punktowo”. Idealnym przykładem będzie tutaj bardzo popularne ćwiczenie jakim są brzuszki. Klasyczne brzuszki wykonujemy na podłodze, leżąc na plecach. Nogi powinny być zgięte, chociaż równie dobrze mogą spoczywać na podłożu w całości. Ręce mogą być skrzyżowane na klatce piersiowej albo założone za głowę. Nienawidzę tego sposobu ćwiczenia brzucha. Przy każdym podnoszeniu się i opadaniu ocieram sobie kość ogonową, nawet gdy na podłodze mam rozłożoną karimatę. Jest mi bardzo ciężko utrzymać nogi w miejscu, ponieważ przy każdym brzuszku próbują podrywać się do góry. Sprawienie, żeby były tam gdzie ich miejsce kosztuje mnie bardzo dużo wysiłku. A przecież powinnam skupić się na brzuchu a nie na nogach! Kolejnym problemem jest napinanie całego karku podczas próby podniesienia tułowia. Nie ważne w jaki sposób trzymam ręce - kark i tak jest napięty. Mój sposób na wygodne i nieirytujące brzuszki jest bardzo prosty. Kładziemy się gdziekolwiek (może być nawet łóżko), zadzieramy nogi do góry lekko je zginając, ręce koniecznie trzymamy z tyłu głowy i podnosimy tułów tyle razy ile damy radę. Może być w kilku seriach jeżeli szybko się męczymy. To wszystko. Nic mnie nie boli, nic mi się nie napina i czuję tylko ćwiczone mięśnie brzucha. Kawałek wyżej wspominałam Wam o ćwiczeniu pupy. Jak wygląda ćwiczenie tej partii ciała w moim wykonaniu? Przede wszystkim kładę się na podłodze. Ręce kładę wzdłuż korpusu. Czasami nawet wsuwam je nieco pod korpus. Zginam nogi w kolanach w taki sposób, żeby palcami dłoni dotykać pięt (chociaż czasami między paluszkami a piętą zostawiam mały odstęp). Unoszę pupę do góry 300 razy. Pupa nie może mieć styczności z podłogą. Przez cały okres wykonywania serii biodra muszą być nad ziemią. Im wyżej będziemy zadzierać bioderka, tym bardziej efektywne będzie ćwiczenie :). Również w tym przypadku nie bolą mnie inne mięśnie, tylko sama pupa :). Jak już wiecie – trenuję również ręce. Pewnie zastanawiacie się po co dziewczyna podnosi ciężarki… Otóż – w przyszłości chcę uniknąć „pelikanów”. „Pelikany” to potoczne określenie zwisającej skóry z ramienia po uniesieniu ręki. Taki „pelikan” faluje i trzęsie się gdy komuś machamy itp. Wolę zapobiegać niż leczyć, więc rączki ćwiczę już od dawna ;). Nie są jakoś szczególnie umięśnione. Są zgrabne i troszkę wyrzeźbione. Nie są męskie, tylko kobiece i wciąż delikatne. Do ćwiczeń używam kilogramowych ciężarków. Wolałabym ciut cięższe, ale mam takie i na razie tak zostanie ;). Na bicepsy wykonuję najbardziej klasyczne ćwiczenie – stoję w lekkim rozkroku, ramiona trzymam w miarę przy sobie i podnoszę ciężarki do góry zginając łokcie. Ćwicząc tricepsy również stoję w rozkroku, lekko nachylam tułów do przodu a ramiona trzymam przy tułowiu. W pozycji wyjściowej ręce mam zgięte. Triceps napina się w chwili, gdy prostuję rękę. Przy tym ćwiczeniu odrobinę napina mi się szyja, czego nie lubię, ale cóż począć :(… Nie znam lepszego ćwiczenia na tricepsy. Rączki ćwiczę dopóki nie odmówią mi posłuszeństwa ;).

Ćwiczenie których partii ciała mija się z celem? Moim zdaniem możemy ćwiczyć dosłownie wszystko, ale kobiety powinny zrezygnować z ćwiczeń na klatkę piersiową. Trening tego obszaru tułowia może spowodować pogorszenie wyglądu piersi. Pierś to tłuszczyk a ćwicząc klatkę piersiową spalamy tłuszcz, czyli między innymi tkankę piersi. Może troszkę przesadzam, ale rzućcie okiem na kulturystki. Ich piersi najczęściej są sztuczne. Mając męską, umięśnioną klatę, po piersiach zostają tylko małe i obwisłe woreczki skóry. Jakoś trzeba się ich pozbyć. Jednym z rozwiązań jest naciągnięcie całości implantami. Wygląda to bardzo sztucznie a chwilami nawet śmiesznie. Spotkałam się z ogromną ilością opinii, że w utrzymaniu ładnego biustu pomogą nam właśnie ćwiczenia mięśni klatki piersiowej. Moim zdaniem jest to nielogiczne właśnie ze względu na spalanie tłuszczu, które powodują ćwiczenia. Ale cóż… Każdy ma prawo do swojego zdania.

Podsumowując – jeżeli decydujecie się na ćwiczenia konkretnej partii ciała, to wykonanie 15 powtórzeń dziennie nic Wam nie da. Powtórzeń musi być ZDECYDOWANIE więcej. Gdy dokucza Wam nadwaga i chcecie zgubić trochę ciałka, to pamiętajcie również o zmniejszeniu ilość przyswajanych pokarmów. Pamiętajcie, że nie wolno się głodzić! Są takie osoby, które w każdą zimę zwiększają swoją objętość a na każde wakacje desperacko próbują schudnąć podejmując się najbardziej drastycznych metod. Sądzę, że łatwiej byłoby starać się o ładną sylwetkę cały rok – systematycznie, regularnie i bez przesady. Tak jest zdrowiej dla ciała i umysłu. Z czasem wszystko wchodzi w krew i każde ćwiczenie staje się normalną częścią dnia czy tygodnia. Tak jak poranna kawa czy sprzątanie. Na zakończenie apeluję do Wszystkich – nie podążajcie za ogólno przyjętym „ideałem” sylwetki. Macie czuć się dobrze we własnym ciele a nie ślepo dążyć do osiągnięcia wyglądu zoperowanej gwiazdy filmowej. Decydując się na zdrowszy tryb życia róbcie to tylko dla siebie a nie dla innych. To ma być zabawa a nie męczenie się. W chwili, gdy jakieś ćwiczenie Was irytuje – zrezygnujcie z niego i zastąpcie je innym czy podobnym. Nie przechodźcie na diety cud i nie rezygnujcie ze wszystkiego co lubicie. Życie jest za krótkie, żeby się katować! Do następnego wpisu, Kochani :)!
10.06.2017
Darmowa strona www - zrób ją sam!