Moja walka z trądzikiem

Witam Wszystkich :)! Dzisiaj chciałam napisać Wam o mojej walce z trądzikiem. Moja przygoda z tym problemem zaczęła się w wieku lat nastu. Trądzik z jakim przyszło mi się zmagać przybrał klasyczną formę. Nie był to trądzik różowaty, tylko zwykły, pospolity trądzik jaki możemy zaobserwować u większości nastolatków z tego typu problemami skóry. Mam cerę mieszaną - tłustą na czole, nosie i jego okolicach oraz częściowo na brodzie. Reszta mojej buzi jest już delikatna i niekiedy skłonna do alergii. Nigdy nie miałam większych problemów z wągrami. Oczywiście mam ich trochę na nosie i jego okoliach, ale nie jest to jakoś szczególnie uciążliwe czy bardzo widoczne. Zawsze byłam w stanie zapanować nad tymi małymi czarnymi punkcikami, w przecziwieństwie do wyprysków. Wypryski na mojej twarzy przybierały różną formę - od krostek wypełnionych ropą po napuchnięte guzki ukryte gdzieś pod skórą. Te ostatnie zazwyczaj nie zamierzały schodzić z mojej buzi. Po prostu na niej były i nic się z nimi nie działo. Przy próbach wyciskania sączyła się z nich woda i bardzo długo się goiły. Gdy pozwalałam im "dojrzeć" to kończyło się to na jednym wielkim pryszczu z trzema małymi ropnymi główkami. Takie cuda wyskakiwały mi w okolicach brody. Te bardziej klasyczne pryszcze pojawiały się na skroniach, czole, pod brwiami oraz pomiędzy nimi, na policzkach, nosie i brodzie.
W jaki sposób walczyłam z trądzikiem? Próbowałam wielu rzeczy. Gdy jedna nie działała, próbowałam innej. Na początku były apteczne toniki do cery trądzikowej. Ich skład bazował głównie na alkoholu, który wysuszał skórę. Wysuszona buzia zaczęła produkować jeszcze więcej łoju niż wcześniej co mijało się z celem. Pryszcze żyły sobie dalej. Odstwawiłam tonik i postawiłam na delikatne kosmetyki do pielęgnacji twarzy. To również na niewiele się zdało. Poszłam do dermatologa. Dostałam maść, której nazwy nie pamiętam i cynk w tabletkach.
Cynk musiałam sobie darować, ponieważ miałam po nim straszne mdłości. Maść za to była całkiem niezła. Pamiętam, że spełniała swoje zadanie. Miała bezbarwny kolor i ostry alkoholowy zapach, który niestety podrażniał moje oczy. Buzia po stosowaniu maści była potwornie wysuszona. Potwornie! Zdecydowałam, że zrezygnuję z tej maści. Piekła mnie po niej cała buzia. Zużyłam tubkę do końca i już więcej do tej maści nie wróciłam. Stan mojej cery wrócił do dawnego, nieciekawego stanu. Dermatolog przepisał mi Zineryt. Zineryt to lek w dwóch pojemniczkach - w jednym znajduje się proszek a w drugim płyn. Proszek i płyn należy rozrobić. Tym sposobem uzyskujemy jeden pojemniczek z którego należy aplikować lek na twarz. W skład Zinerytu wchodzi cynk i antybiotyk. Zineryt wspominam całkiem przyjemnie. Pachniał trochę jak stare monety, ale mi to nie przeszkadzało. Zależało mi na efekcie a nie na zapachu. Lek widocznie zmniejszył ilość i wielkość wyprysków na mojej twarzy. Lekko wysuszał buzię, ale nie było to nic strasznego. Zwykły krem na dzień dobrze sobie z tym radził. Zineryt sprawiał, że buzia bardzo przyjemnie się goiła i piękniała. Po dłuższym okresie stosowania skóra chyba się do niego przyzwyczaiła i lek niestety stopniowo przestawał działać. Dermatolog polecił mi maść Benzacne. Benzacne występuje w dwóch wersjach: słabszej i mocniejszej. Przez dłuższy czas używałam jednej albo drugiej. Benzacne można używać tylko na noc. Maść po aplikacji tworzy na buzi białą "skorupkę", która bardzo ściąga skórę. Chwilami musiałam uważać na mimikę twarzy, żeby "skorupka" za bardzo nie popękała. Benzacne świetnie usuwa zanieczyszczenia nagromadzone w porach. Jeżeli macie problem z wągrami, to polecam ten lek z czystym sumieniem. W przypadku wyprysków Benzacne u mnie czasami działało a czasami nie. Z dopiero rodzącymi się pryszczami nawet sobie radził, ale z dojrzałymi zmianami już nie bardzo. Wysuszał pryszcze od zewnątrz, ale od środka krosty nadal miały się świetnie. Uznałam, że Benzacne będę używać rzadziej. Nie przynosił efektów jakich się spodziewałam. Być może na ten lek również się uodporniłam. Postawiłam na zmianę diety. Byłam bardzo zdeterminowana i zdesperowana. Po kilkuletniej walce z trądzikiem przestałam używać cukru. Nie jadłam słodyczy, ograniczyłam tłuszcze. Trwało to 9 miesięcy. Przez ten cały okres nie miałam w ustach niczego słodkiego. Zrezygnowałam z chipsów i tym podobnych. Po tych kilku miesiącach nie zauważyłam znaczących zmian na mojej buzi. Byłam załamana. Dieta nie działała, Benzacne pomagało tylko trochę. Tak czy inaczej na twarzy zawsze było kilka większych lub mniejszych pryszczy. Miałam dosyć i postawiłam na działanie z problemem od wewnątrz. Pomyślałam, że pora uspokoić hormony przez które moja twarz wyglądała jak Biedronka. Wybrałam się do ginekologa. Do wizyty zmusił mnie również dosyć nietypowy cykl miesiączkowy - odstęp pomiędzy krwawieniami wynosił u mnie równe 14 dni. Ginekolog zrobił dla mnie rzecz wspaniałą i jedyną słuszną - przepisał mi pigułki na trądzik o działaniu antykoncepcyjnym. Pigułki nazywały się Diane 35 i zostały stworzone dla kobiet borykających się z problemem trądziku lub nadmiernego owłosienia. Z tym drugim akurat nie miałam problemu, ale z trądzikiem jak najbardziej. Efekty działania Diane 35 widziałam już po 3 miesiącach. Zmiany trądzikowe na buzi znacznie się zredukowały. Miesiączka uregulowała mi się już po pierwszym miesiącu zażywania. Po 6 miesiącach zażywania pigułek moja twarz w końcu stała się gładka i wolna od wyprysków. Jedynie przed okresem na twarzy czasami zagościł u mnie jeden pryszcz. Byłam zachwycona efektami stosowania Diane. Bardzo mi pomógł podreperować swój wygląd a przedewszystkim psychikę. W końcu mogłam poczuć się jak prawdziwa dziewczyna. Skończyłam tą nierówną walkę z trądzikiem. Już nie musiałam eksperymentować i martwić się, że pomimo wielu starań i masy wyrzeczeń wyglądam jak zaniedbany trol. Na policzkach zostały mi niewielkie blizny potrądzikowe, ale byłam z nich dumna. Przypominały mi z czy wygrałam i, że problemy z cerą już nie wrócą. Niestety, po paru latach spędzonych z Diane miałam dokuczliwe mdłości, które zmusiły mnie do przerwania kuracji. Po zerwaniu z Diane z miesiączką było wszystko ok, ale cera zaczęła wracać do stanu sprzed zarzywania. Przez długi okres ponownie stosowałam Benzacne o mocno zmieniłam dietę. Próbowałam różnych kosmetyków do cery z problemami. Miałam jednak wrażenie, że zaostrzają one tylko zmiany na buzi. Próbowałam wielu kremów. Widząc, że po którymś z nich jest gorzej, leciałam po następny. I tak w kółko. Na jednej ze stron w internecie radzili, żeby używać kosmetyków do cery wrażliwej lub suchej. Miały one delikatniej działać na cerę i tak jej nie zatykać. Postawiłam na tą metodę. Nie wszystkie żele do buzi dla wrażliwców radziły sobie z oczyszczaniem mojej cery. Trafiłam za to na jeden krem z Ziaji. To chyba był krem na dzień i na noc dla cery zmęczonej z bio olejkiem z awokado. Stosowałam go dosyć długo. Zauważyłam, że nie powoduje u mnie występowania nowych zmian trądzikowych co było jego ogrmonym plusem. Nie mogłam trafić na produkt, który dobrze by oczyszczał moją buzię. Kupowałam różne żele, które niestety nie wiele mi pomagały. Zobaczyłam, że w Polsce pojawiło się mydełko Dudu Osun. Mydełko zbierało wiele pozytywnych komentarzy za granicą, więc postanowiłam w nie zainwestować. Mydełko bardzo dobrze się spisywało. Po dłuższym czasie stosowania zauważyłam, że za bardzo wysusza skórę. Na buzi w dalszym ciągu wyskakiwały mi nowe pryszcze. Głównie przed okresem. Podczas reszty miesiąca buzia zaczęła się nawet jako tako goić, ale bliżej miesiączki znowu na twarzy miałam masakrę. Nawet po 12 pryszczy na raz. Przstałam używać mydełka do buzi. Pomyślałam, że na dłuższą metę nasila produkcję sebum w skutek czego trądzik może się nasilić. Przeczytałam parę dobrych opinii o produktach do twarzy Ziaja Med do cery trądzikowej. Zakupiłam tonik, żel do mycia twarzy oraz krem. Kosmetyków używam do dnia dzisiejszego i bardzo je lubię. Są bardzo przyjazne skórze i nie nasilają powstawania nowych wyprysków. Czułam, że moja skóra jest w dobrych rękach. Jednak w dalszym ciągu w okolicach miesiączki stan mojej cery się pogarszał. Byłam załamana. Gdyby nie te wahania hormonalne to z moją buzią może byłoby całkiem przyzwoicie. A tu niestety... Moja frustracja i bezradność narastały. Im dalej od miesiączki, tym było lepiej. Im bliżej do miesiączki, tym było gorzej. I tak w kółko. Długo się zastanawiałam co jeszcze mogę zrobić. Przestałam czuć się ładnie i kobieco. Tak bardzo się starałam, zrezygnowałam z wielu rzeczy. Wszystko dla ładnej cery. A to wszystko na nic. Postanowiłam znowu wybrać się do ginekologa w tej sprawie. Od zażywania Diane minęło już parę lat. Poprosiłam ginekologa, żeby przepisał mi je ponownie. W odpowiedzi usłyszałam, że istnieje podobny lek nowej generacji i jest łagodniejszy od Diane. Nazywa się Vibin i ma działanie antykoncepcyjne. Pierwsze zmiany na buzi miałam zaobserwować po 6 miesiącach stosowania. Tak też się stało. Po raz drugi wygrałam walkę z trądzikiem. Było tylko lepiej i lepiej. Ponownie zaczęłam odzyskiwać poczucie własnej wartości. Podobnie jak w przypadku Diane, po Vibinie czuję się bardzo dobrze. Zażywam go ponad rok. Buzię mam gładziudką. Blizny po trądziku są coraz mniej widoczne. Nigdy nie były duże, ale jednak ślad po mojej nierównej walce pozostał. Pryszcza na mojej buzi nie widziałam już długo co bardzo mnie cieszy.

Po wielu latach walki z moją cerą mogę stwierdzić, że w moim przypadku w 100% pomogły mi tylko pigułki na trądzik o działaniu antykoncepcyjnym. Z trądzikiem nie da się wygrać działając jedynie od zewnątrz. Nie po tylu latach prób. W przypadku  osób dorosłych (czyli m.in. mnie) mija się to z celem. Jeżeli tak jak ja zmagacie się z problematyczną cerą od lat, to serdecznie polecam Wam Diane 35 (tylko w przypadku bardzo rozległych i uporczywych zmian) lub Vibin. To na pewno Wam pomoże! W połączeniu z odpowiednią pielęgnacją twarzy efekty przerosną Wasze oczekiwania. Na co jeszcze warto zwrócić uwagę, gdy borykamy się z wypryskami na buzi? Na pewno nie należy zasłaniać twarzy włosami. W ciągu dnia na włosach gromadzi się kurz i inne zanieczyszczenia związane ze środowiskiem. Nosząc rozpuszczone włosy narażamy twarz na bezpośredni kontakt z owymi zanieczyszczeniami. A o tym co dzieje się pod grzywką to już lepiej nie pisać. Grzywka dodatkowo blokuje dopływ tlenu do skóry i utrudnia jej oddychanie. Warto zwrócić uwagę na higienę naszego telefonu. Na telefonach gromadzi się mnóstwo bakterii. A jak wiadomo, rozmawiając przez telefon dotykamy nim części twarzy. Polecam codzienne przecieranie komórki chusteczkami antybakteryjnymi lub czymś o zbliżonych właściowościach. W chwilach gdy już musimy wycisnąć nękającego nas pryszcza zadbajmy o to, żeby nasza twarz była dobrze oczyszczona. Dłonie również. Aby pryszcz łatwiej się wycisnął możemy przed zabiegiem zrobić parówkę twarzy (wystarczy nad garnkiem z gorącą wodą). To sprawi, że pory twarzy się rozszerzą i nasza skóra mniej ucierpi podczas zabiegu. Pamiętajmy oczywiście o odkażeniu wyciśniętego miejsca spirytusem lub wodą utlenioną. Higiena przedewszystkim! W kwestii kosmetyków do buzi zwracajcie uwagę na ich skład. Unikajcie alkoholu w produktach do pielęgnacji tego obszaru ciała, ponieważ wysusza skórę co prowadzi do nasilonej produkcji sebum i tak naprawdę zwiększa szanse na powstawanie nowych zmian trądzikowych. Polecam Wam produkty apteczne do cery problematycznej. Na ogół zawierają mniej szkoldliwych składników od kosmetyków drogeryjnych i są bezzapachowe. Są łagodniejsze dla skóry twarzy, ale spełniają swoje zadanie lepiej niż mazidła z tradycyjnych sklepów. Każdy posiadacz cery trądzikowej powninien również zwrócić uwagę na swoją dietę. Należy ograniczać cukry, tłuszcze (w szczególności palmowy) i ostre przyprawy. Powinnimśmy jeść dużo warzyw i owoców. W kwestii kosmetyków do malowania twarzy pamiętajmy o stosowaniu tylko i wyłącznie podkładów i pudrów beztłuszczowych (na oczyszczoną buzię). Nakładajmy je cienkimi warstwami co ułatwi skórze oddychanie. Wypryski możemy pokryć korektorem z kwasem salicylowym. Do przedstawicielek
płci pięknej pragnę jeszcze zaapelować o zadbanie o kobiece sprawy. Jeżeli macie problemy z miesiączką to koniecznie zgłoście się do ginekologa. Badajcie się regularnie. Mocno rozwinięty trądzik może mieć swoje źródło również w chorobie jajników. To nie żarty!

Mam nadzieję, że mój tekst w jakiś sposób pomoże Wam w walce z trądzikiem. Dla mnie trądzik zawsze był największym kompleksem i zabrał mi pewność siebie. Postanowiłam Wam przedstawić swoje sposoby na walkę z tym problemem. Niektóre z nich działały na moją cerę lepiej lub gorzej. Pamiętajmy, że każdy z nas jest inny. To co mi nie pomagało, Wam może pomóc i na odwrót. U każdego sprawdza się co innego. Próbujcie różnych metod. Jeżeli kompletnie nic Wam nie pomoże, sięgnijcie po poradę lekarza który będzie w stanie uspokoić Wasze hormony. Działanie z zewnątrz to nie wszystko. Problem często leży gdzieś w środku. Mi udało się znaleźć rozwiązanie kłopotu z cerą. Mam nadzieję, że Wam również się uda. Trzymajcie się ciepło i nie poddawajcie się!

W następnych postach napiszę Wam jak obecnie dbam o buzię i jakich konkretnych kosmetyków używam, równieżtych do makijażu. Zapraszam Was już wkrótce! Buziaczki Kochani :)
09.04.2017

Kreator stron internetowych - strona bez programowania