Myszkowe sposoby na relaks

Hej Kochani :)! Zapewne każdy z Was nie raz znalazł się w stresowej sytuacji. Wszyscy zmagamy się z różnymi wydarzeniami, które nasilają nasze
zdenerwowanie i zmęczenie. Czy potrafimy radzić sobie ze złymi emocjami? W dzisiejszym wpisie Szara Myszka przedstawi Wam swoje sposoby na relaks :). Dowiecie się w jaki sposób uspokajam nerwy i co pomaga mi się odprężyć. Nie przestawię Wam recepty na całe zło, ale na pewno postaram się zaprezentować metody relaksacyjne, które mi pomagają. Mam nadzieję, że któraś z nich pomoże również Wam ;). Zaczynamy!

Pierwszy z niemiłych stanów umysłu na który mam swoje sposoby to złość. Nie zawsze jest ona uzasadniona - czasami wściekam się bez powodu (hormony). Co robię, żeby nie chodzić zła jak osa? W rozładowaniu się najbardziej pomaga mi odkurzanie. Mogę wyżyć się na biednym odkurzaczu, chociaż nic mi nie zrobił ;). Szarpię go, przeciągam po podłodze, przenoszę z miejsca na miejsce i tak dalej. Mam ciężki odkurzacz z metalowymi rurami, więc odkurzanie powoduje u mnie duży spadek energii. Pod koniec odkurzania zawsze jest mi lżej na umyśle. Po odkurzaniu zawsze zmywam podłogę co dodatkowo mnie wycisza. Podczas czynności typu "odkurzanie" i "zmywanie podłogi" czasami ktoś dodatkowo mnie wkurzy i wtedy to już w ogóle zasuwam jak mały samochodzik. Kiedyś połamałam końcówkę od odkurzacza i złamałam drewniany kij od mopa. Powyginanych metalowych kijków nie liczyłam ;). Także moi drodzy - na totalne wkurzenie nie do opanowania polecam posprzątać chałupę. Spadek wściekłości gwarantowany :). Inną skuteczną metodą na wyciszenie złości jest wysiłek fizyczny w postaci ćwiczeń. Czasami ćwiczę ręce za pomocą ciężarków a czasami wykonuję różne ćwiczenia na pupę czy nogi. Mogą też być brzuszki. Ważne, żeby wszystko odbywało się szybko i w dużej ilości. Zawsze jak się zmęczę, to jest mi lepiej :). Kolejnym sposobem na wyciszenie się jest opowiedzenie drugiej osobie co nas boli. Jeżeli to ta osoba spowodowała pogorszenie naszego humoru, to trzeba jej to powiedzieć i wytłumaczyć czemu coś nas zdenerwowało. Lepiej robić to delikatnie i na chłodno niż wyrzucać z siebie jeszcze gorące emocje. Wypowiadanie nieprzemyślanych słów z biegu może znacznie pogorszyć relacje z bliską nam osobą. Także bądźcie ostrożni! W przypadku, gdy z różnych przyczyn nie możecie wyrzucić z siebie boleści na osobę, która akurat Was zdenerwowała, to wygadajcie się komuś! Lepsze to niż nic... Duszenie w sobie złości jest niezdrowe ;).

Czasami jest tak, że chodzimy nieco poddenerwowani z powodu ciągłego odwlekania jakiejś sprawy. Może być to nieustanne przesuwanie wizyty u konkretnego lekarza,
zwlekanie z obiecaną wizytą u dalszej rodziny, celowe opóźnianie wykonania jakiegoś projektu w pracy czy w szkole... "Ta sprawa" cały czas nad nami wisi i nie daje nam spokoju. Ciągle gdzieś tam jest i nie chce odejść. Recepta na pozbycie się stresu i tremy związanej z "tymi sprawami" jest tylko jedna. Jak mówi stare przysłowie: "co masz zrobić jutro, zrób dziś". Skoro jakaś sprawa spędza nam sen z powiek, to trzeba w końcu ją załatwić. Niestety. Przekładanie spraw na później na nic się nie zda. Nie wiem jak Wy, ale jak wolę mieć wszystkie przykre obowiązki za sobą niż przed sobą. Jest mi wtedy o wiele lżej :).

Kolejny stan umysłu na który mam swój sposób to zmęczenie. Całkowita niemoc najczęściej ogarnia mnie w porze poobiedniej. Jeżeli mam taką możliwość i czas, to
ucinam sobie drzemkę (maksymalnie pół godzinki). Na ogół nie mam takiej opcji i czasami decyduję się na czarną kawę mieloną. Nie robię tego jednak zbyt często,
ponieważ po poobiedniej kawie mam problemy z ciśnieniem (w przeciwieństwie do kawy śniadankowej). Są jednak takie dni, w których czuję, że kawka mi nie zaszkodzi. W takich przypadkach po kawusi zjadam jeszcze jakąś małą słodycz. W sytuacji, gdy nie mogę uciąć sobie drzemki ani wypić kawy, nie robę nic i żyję dalej.
Zmywam naczynia, sprzątam i robię inne rzeczy, które odwrócą uwagę mojego mózgu od zmęczenia. Zajmuję się czymś na maksa i po jakimś czasie czuję się nieźle.
Gorzej jest, gdy totalne zmęczenie dopada mnie pod wieczór. Ten typ zmęczenia na ogół jest dla mnie nie do okiełznania. Jedyną metodą zwalczenia go to umycie się i wskoczenie do łóżka. Nie zawsze jednak jest na to pora. Czasami jest za wcześnie na łóżko i wtedy muszę czekać na odpowiednią godzinę, wykonując nawet najprostsze czynności w spowolnionym tempie (na inne tempo nie pozwala mi organizm). Podczas wieczornych niemocy niekiedy pomocne okazują się kolacje.
Jedzonko zawsze pomoże nam w odzyskaniu chociażby odrobiny energii niezbędnej do dokończenia dnia. Zdarzają się dni, że po prostu odpływamy a mamy jeszcze
mnóstwo rzeczy do zrobienia. Chłodny prysznic jest wówczas jak najbardziej wskazany. Ewentualnie sprawdzi się umycie buzi zimną wodą lub wspomniana już
wcześniej kawa ze słodyczami ;).

Są dni, w których mam doła. Chodzę smutna, przybita i wszystko dookoła traci sens. W takich przypadkach jestem nieco rozleniwiona i nie chce mi się zajmować codziennymi obowiązkami, chociaż czasami muszę się przełamać i zrobić to, co do mnie należy. Najchętniej jednak leżałabym cały dzień na kanapie i nic bym nie robiła. Na poprawę takiego humoru również mam parę sposobów. Najczęściej staram się robić wszystko, żeby się odmóżdżyć. W odmóżdżeniu się bardzo pomagają mi filmy na youtube. Nie są to jednak takie zwykłe filmy... Jako Szara Myszka lubię oglądanie i słuchanie filmów powodujących przyjemne mrowienie w głowie promieniejące w dół. Chodzi mi o zjawisko ASMR (autonomous sensory meridian response). W skrócie chodzi o wywołanie euforycznej i zindywidualizowanej reakcji naszego mózgu na bodźce zewnętrzne :). Co konkretnego przedstawiają filmy wywołujące miłe ciarki u Szarej Myszki? W moim przypadku najlepiej sprawdzają się filmy przedstawiające np. czesanie włosów, masaże ciała, rysowanie i tym podobne :). A wszystko to okraszone spokojną narracją (chociaż nie zawsze musi ona występować, żeby film przypadł mi do gustu). Niektóre połączenia fonii i wizji są genialnie :). Poniżej podaję Wam linki do filmów, które ostatnio oglądam najczęściej:
film 1
Znam osoby, które lubią dźwięki odkurzacza czy suszarki do włosów... Na You Tubie każdy znajdzie SWÓJ dźwięk. Polecam Wam chociaż spróbować znaleźć ten jedyny, ukochany dźwięk :). Na prawdę warto ;). Co jeszcze pomaga mi zagłuszyć smutek? Czasami jest to spacer z moją suczką Misią, zabawa z kotami, masaż ciała wykonany przez bliską mi osobę lub porządny, gorący prysznic połączony z pielęgnacją ciała. Do tego ostatniego czasami muszę się zmuszać gdy mam doła, ale na ogół czuję się trochę lepiej jak już mam wszystko za sobą. Na smuty dobrze działa na mnie również muzyka. Zakładam na uszy słuchawki, informuję otoczenie, żeby mną szturchnęli gdyby coś się działo i odpływam w swoją krainę wyobraźni. Nie słucham muzyki bardzo głośno, tylko tak, żeby w miarę zagłuszyć dźwięki z zewnątrz. Na smutny nastrój czasami pomaga mi obejrzenie jakiegoś filmu. Nie mam reguły na to jaki ma to być film. To zależy od chwili - co przypadnie mi do gustu, to oglądam. Gdy mam doła i ktoś mnie przytuli, to też robi mi się lepiej :). Czasami na przybity humor najlepszy jest płacz. Płacz bardzo dobrze oczyszcza i pomaga wyzbyć się przykrych emocji. Najlepiej jest, gdy mamy możliwość wyryczenia się jakiejś osobie. Płakanie w kompletnej samotności bywa przykre, ale mimo wszystko jak się nam uzbiera, to warto to z siebie wyrzucić. Bywają takie dni, że nie czuję się atrakcyjnie. Wstaję i po chwili wiem, że coś jest nie tak :(. Mój sposób na takie stany umysłu to najczęściej pomalowanie się i zrobienie czegokolwiek z włosami (np. ładne upięcie itp). Zakładam zestaw ubrań, który mi odpowiada i mogę wyjść z domu ;). Takie dni nie zdarzają mi się jakoś bardzo często... Sądzę, że może mieć to związek z fazą cyklu w której akurat się znalazłam. A odnośnie malowania się - jak już wspomniałam w jednym z moich wcześniejszych wpisów - nie wykonuję makijażu codziennie. Nie muszę mieć niczego na buzi, żeby pokazać się ludziom. Mam nadzieję, że Wy również nie musicie być zmalowane, żeby czuś się dobrze w swojej skórze :).
Na wszystkie stany emocjonalne o których pisałam istnieją rozwiązanie uniwersalne. Nie zależnie od tego czy jesteśmy źli, smutni, zmęczeni czy wściekli zawsze możemy
posłuchać muzyki, włączyć fajny film, wyjść na spacer, zjeść coś słodkiego, poddać się masażowi lub po prostu posiedzieć w ciszy i nie robić kompletnie nic. Jest jeszcze jedna rzecz, która pomaga mi kompletnie się wyłączyć - prasowanie. Bardzo lubię zapach prasowanego prania :). Widok znikających zagnieceń z tkanin
w dziwny sposób mnie uspokaja i cieszy :). To takie moje dziwactwo ;).

Podsumowując - metod na radzenie sobie z emocjami jest wiele. Każdy z nas ma swoje sprawdzone sposoby na każdy nastrój. Polecam Wam wypróbować również któryś z moich patentów ;). Nie przedstawiłam Wam metod na walkę z depresją, tylko moje rozwiązania na odczuwanie przykrych emocji na poziomie umiarkowanym. Na bardziej skomplikowane stany umysłu polecam Wam już literaturę fachową. W sytuacjach, gdy jesteśmy poddenerwowani przewlekle lub cierpimy na ciągłe huśtawki nastrojów - warto wybrać się do lekarza po skierowanie na badanie krwi. Może okazać się, że mamy problemy z tarczycą lub z innym narządem. Więc - badajmy się! W zdrowym ciele zdrowy duch :)! Gdy ciało jest zdrowe a duch już nie koniecznie, to spróbujcie któregoś z myszkowych rozwiązań :). Do następnego razu!
28.05.2017
Darmowa strona www - zrób ją sam!