Szara Myszka kontra recenzje kosmetyków

Hej Kochani :)! W dzisiejszym wpisie Szara Myszka zdecydowała się poruszyć temat nieco dyskusyjny. Nie wszyscy musicie zgadzać się z tym co zaraz przeczytacie. Po prostu uznałam, że chcę przedstawić Wam swoje poglądy w pewnej kwestii. O cóż takiego chodzi? W poniższym tekście przybliżę Wam sens korzystania z pewnego serwisu publikującego recenzje kosmetyków napisanych przez czytelników. Wymienię Wam plusy oraz minusy istnienia owej strony i poprę je różnymi przykładami. Zaczynamy :)!
Zdecydowanym plusem wyżej wymienionej witryny jest możliwość przeczytania prawdziwych opinii o kosmetykach napisanych przez prawdziwych ludzi. Po czym poznaję, że któraś opinia jest autentyczna? Przede wszystkim: opinia zawiera przynajmniej kilka argumentów za lub przeciw i nie kończy się na jednym czy dwóch zdaniach. Skoro ktoś beszta jakiś produkt lub mocno go chwali i przyznaje mu gwiazdki, to powinien uzasadnić to w odpowiedni sposób. Fakt, że kosmetyk chociażby powoli się wchłania nie jest pretekstem do obniżenia oceny do zera. W przypadku, gdy recenzja zawiera same puste słowa typu „jest super”, „ładnie pachnie”, „ładne opakowanie” i nic poza tym, to nie traktujcie jej poważnie. Takie argumenty to za mało, by uwierzyć w czyjąś opinię. W przypadkach, gdy macie jakieś wątpliwości i któraś opinia wydaje Wam się podejrzana, to sprawdźcie profil osoby recenzującej. Czasami takie osoby mają ma koncie tylko jeden komentarz lub komentarze o bardzo podobnej treści. Najczęściej oznacza to komentarze sponsorowane lub opłacane, które nie mają zbyt wiele wspólnego z prawdą. Drugim plusem istnienia owej strony jest możliwość zapoznania się ze składem większości kosmetyków wszelkiej maści. To świetne rozwiązanie dla osób szukających idealnego produktu dla siebie – porównanie składników może ułatwić sprawę. Trzecim plusem jest opcja przesortowania kosmetyków wedle uznania. Mamy do wyboru wiele kryteriów, co pomoże nam zawęzić pole poszukiwań. To tyle w kwestii plusów omawianej witryny.
Idea istnienia opisywanego portalu jest bardzo dobra. Niestety – strona posiada również minusy. Pierwszym z nich jest recenzowanie produktów nieprawidłowo dobranych do potrzeb skóry recenzenta. Skoro ktoś ma cerę tłustą a kupuje krem do skóry suchej, to robi to na własne ryzyko. Fakt, że krem spowodował u niego wysyp niedoskonałości jest wynikiem podjęcia owego ryzyka. Moim zdaniem w takich przypadkach należałoby zrezygnować z oceniania danego produktu. To tak jakby kupić małą poszewkę na dużą kołdrę i narzekać, że nie pasuje. Podobnie jest z wydawaniem opinii przez nastolatki na temat kosmetyków przeznaczonych dla kobiet dojrzałych. Młodziutka skóra ma inne potrzeby od tej nieco starszej ze zmarszczkami. Wyrażanie negatywnych opinii w takich przypadkach moim zdaniem jest niesprawiedliwe.

Drugim minusem strony jest zjawisko o którym wspomniałam już w plusach – zamieszczanie sponsorowanych/opłacanych recenzji. Niestety, ale wśród niemal wszystkich popularnych witryn o kosmetykach (i nie tylko) jest to już standard. Tutaj nie chodzi tylko o prowadzenie strony z zamiłowania, ale również dla pieniędzy. W pełni to rozumiem. Fajnie, że ludzie jakoś sobie radzą, ale nie jest to do końca w porządku patrząc na odbiorców owych witryn. W przypadku, gdy jakiś kosmetyk naprawdę nam się podoba i w dodatku ktoś nam zapłacił za wychwalenie go, to jest to świetny układ dla wszystkich. Inaczej jest, gdy osoba pisząca recenzję doskonale wie, że opisuje bubel i musi przedstawić go w pozytywnym świetle. Takie mamy czasy i tak już jest. Jak to mówią – reklama dźwignią handlu. Nie chodzi o to, żeby produkt komuś odpowiadał, tylko o to, żeby sprzedał się w jak największej ilości. Z tego też powodu do wszelkich recenzji kosmetyków podchodzę sceptycznie. Na stronie internetowej o której dzisiaj mowa również znajdziemy nieco przekłamane opinie o różnych produktach. Takie opinie nie zawierają zbyt wielu konkretnych informacji o wadach czy zaletach produktu. Są pisane „po łebkach” i w sumie to mogłyby pasować do każdego innego produktu. Tak jak pisałam wcześniej – zwracajcie uwagę ile napisanych recenzji ma na koncie osoba recenzująca. Czasami widuję króciutkie i byle jakie opinie o jakiś produktach napisane przez osobę z jednym komentarzem na koncie. To daje mi do myślenia. Podobnie jest, gdy dany kosmetyk ma duuużo negatywnych recenzji i pośród nich są opinie mega pozytywne. Wówczas już sama nie wiem czy te pozytywy znalazły się tam „nieprzypadkowo” czy to może negatywy są tam „bez powodu”. Niektóre z recenzji totalnie się ze sobą kłócą. W jednej pisze, że produkt śmierdzi alkoholem a w drugiej możemy przeczytać, że kosmetyk jest kompletnie bezzapachowy. Inny przykład – w jednym opisie możemy przeczytać, że wodoodporny tusz do rzęs nie zmywa się nawet po długim pobycie na basenie w upalny dzień, a w drugim, że rozmazuje się przy pierwszym kontakcie z minimalną ilością wody. W takich recenzjach również coś mi nie pasuje. Zwracajcie uwagę również na to, czy dana opinia nie składa się głównie z obietnic wymienionych przez producenta na opakowaniu jakiegoś kosmetyku. Z czymś takim spotykałam się dosyć często swego czasu. Z tego powodu rzadko korzystam z polskich stron czy filmików. Moim zdaniem obietnice producenta powinny zostać niemalże pominięte lub skrócone do minimum w większości recenzji kosmetycznych. Nie sztuką jest zapełnić połowę wpisu czy filmu tekstem z opakowania.

Trzecim minusem opisywanego portalu jest niespójność oceny końcowej w stosunku do treści zawartej w recenzji. Na takie sytuacje trafiałam już nie raz. Nie jest to zjawisko bardzo powszechne, ale jednak ma duży wpływ na ocenę zbiorczą danego produktu. Recenzja jakiegoś kosmetyku sugeruje nam, że produkt jest super i praktycznie nie ma żadnych minusów, a jego końcowa ocena według recenzenta to 3 na 5. Inny przykład – kosmetyk jest idealny pomijając jego konsystencję – ocena 2 na 5. Kolejny przykład – produkt pomimo dużej ilości negatywów ma również kilka solidnych pozytywów – ocena 1 na 5. Niektóre z ocen są zaniżane zbyt pochopnie. Pomijając wszystko, jakiś czas temu spotkałam się z obniżeniem oceny produktu z powodu zbyt niskiej ceny. Nie wierzyłam i przeczytałam to parę razy. Nie myliłam się – tak tam było napisane. Dziwna sytuacja, ale jednak się zdarzyła. Tego to już w ogóle nie rozumiem.
Czwartym minusem witryny jest sugerowanie się recenzentów opiniami innych ludzi. Czasami jak czytałam niektóre recenzje, to miałam wrażenie, że czytam to samo w kółko. Niekiedy odnosiłam wrażenie, że część z recenzentów nie dawała kosmetykowi czasu i wystawiała opinię zbyt szybko, powtarzając to co napisane jest w komentarzach wyżej. Spotykałam się z opiniami, że jakiś cień do powiek roluje się w zagięciach powieki. Z moich obserwacji wynika, że cień na ogół nie roluje się sam z siebie – winny jest podkład, korektor lub baza znajdująca się na powiece. Należy wymienić kosmetyk znajdujący się pod cieniem lub nakładać go w mniejszej ilości i wszystko będzie super. Czasami połowie recenzentów przeszkadza „chemiczny zapach” jakiegoś produktu. Właśnie to sformułowanie („chemiczny zapach”) pojawia się w recenzjach jedno po drugim. Nawet, gdy produkt jest bezzapachowy. Nie ważne co to za produkt – tusz do rzęs, cienie do powiek, puder czy krem do stóp. Jest „chemiczny zapach” i koniec. Inne określenie powtarzane w nieskończoność to „tempa konsystencja”. Nie wiem co autorki takiego określenia mają na myśli – fakt, że kosmetyk jest przyschnięty i ciężko go rozprowadzić czy to, że jest za twardy. A może jest za gęsty lub za tłusty. Nie wiem, ale wyrażenie to pojawia się zdecydowanie za często. Zarówno przy kremach jak i szminkach, podkładach, kredkach do oczu i korektorach. Z innych przykładów – w jednej z recenzji kremów zauważyłam, że wiele recenzentek krytykuje produkt za jego różowy kolor. Rozumiem, że dwie czy trzy recenzentki mogły dojść do wniosku, że krem powoduje u nich problemy z cerą z powodu obecności barwników, ale nie połowa. Podobnie było z recenzją jednego z kremów pod oczy, który skończył mi się jakiś czas temu. Połowa recenzentek uskarżała się na bardzo przesuszoną skórę okolicy oka po aplikacji. A pod wieczór to podobno miała już być masakra. W moim przypadku krem nawilżał wspaniale od świtu do nocy. Ku mojemu zaskoczeniu owy krem zdobył wiele negatywnych ocen ze względu na przesuszanie skóry. Każdy ma inną skórę i na każdego działa co innego, ale gdy czytam tyle złego o kremie, który naprawdę dobrze nawilżał, to zaczynam zastanawiać się na ile wszystkie te recenzje są przemyślane i pisane w zupełności samodzielnie, bez sugerowania się innymi opiniami…

Piątym minusem opisywanej strony jest pisanie recenzji przez osoby mające zupełnie różne oczekiwania względem tego samego kosmetyku. Dwie osoby na dziesięć oczekuje od kremu za 10zł, że bezpowrotnie wygładzi on ich zmarszczki i zlikwiduje wszystkie krosty w przeciągu tygodnia. Pozostałe 8 osób nie oczekuje zbyt wiele i zdaje sobie sprawę, że za tą cenę nie koniecznie trzeba spodziewać się cudów (chociaż cuda się zdarzają). Między innymi tym sposobem powstaje końcowa, zbiorowa średnia ocena kosmetyków na portalu. Inny przykład - trzy na dwadzieścia osób oczekuje od lakieru do paznokci za 5zł, że będzie trzymał się na paznokciach przez tydzień pomimo wielokrotnego mycia naczyń. Pozostała siedemnastka wie, że zwykły lakier nie utrzyma się na paznokciach zbyt długo i konieczne będą poprawki lub całkowite przemalowywanie pazurków po dwóch dniach od pierwszej aplikacji. Takich przykładów mogłabym Wam podać o wiele więcej, ale chyba już wiecie o co mi chodzi.

Szóstym minusem portalu jest masowe ocenianie produktów o bardzo indywidualnym charakterze, takim jak perfumy. Sądzę, że nie powinno oceniać się zapachu tego typu produktów, ponieważ to osobista sprawa. Każdy lubi inne nuty zapachowe i obniżanie lub zawyżanie oceny perfum ze względu na zapach chyba nie ma sensu. Oczywiście warto wspomnieć w recenzji czym pachną dane perfumy lub do czego są zbliżone, ale ja bym nie brała tego pod uwagę w ocenie końcowej. W takiej kwestii można oceniać chociażby trwałość zapachu, ale nie sam zapach. Wygląd flakonu również jest kwestią gustu i każdy może postrzegać to inaczej. Dla jednego flakonik jest tandetny a dla drugiego będzie on dziełem sztuki. Tak samo jest z zapachami – niektórzy lubią słodkie, waniliowe zapachy a inni świeże i lekko ogórkowe. Pamiętajmy o tym, że na każdej osobie dane perfumy mogą pachnieć nieco inaczej. Tym bardziej nie powinniśmy oceniać ich po zapachu. Sądzę, że w kwestii dezodorantów powinniśmy postępować podobnie – interesować się ich skutecznością a nie zapachem. Moim zdaniem zapachy powinniśmy zostawić w spokoju i co najwyżej dobrze je opisywać.

Siódmym minusem witryny są recenzje kosmetyków źle przechowywanych. Na Szarej Myszce wspominałam już parę razy, że w drogeriach różne produkty trzymane są na podświetlanych półeczkach. Ciepło wytwarzane przez żaróweczki często zmienia właściwości kosmetyków. Lakiery do paznokci rozwarstwiają się, podkłady ważą, tusze do rzęs wysychają a szminki jełczeją. Klienci drogerii często otwierają kosmetyki z kolorówki, żeby je obejrzeć lub wypróbować i później takie „próbowane” i zepsute kosmetyki są recenzowane przez biedną ofiarę złego przechowywania produktów w sklepie. Najczęściej nie mamy pojęcia co działo się z kosmetykiem zanim go kupiliśmy. A mogły dziać się z nim różne rzeczy! Niestety, ale przez polski system przechowywania kosmetyków w sklepach, wiele produktów otrzymuje później zaniżone lub po prostu złe oceny. To, że tusz do rzęs staje się suchy po tygodniu nie jest winą producenta, lecz ludzi, którzy wcześniej go otwierali lub oświetlali żarówkami. Niestety.

Nadszedł czas na podsumowanie wątku… Tak jak pisałam wyżej – idea istnienia opisywanego portalu jest bardzo dobra. Nie wszyscy są jednak uczciwi i piszą rzeczy z którymi sami się nie zgadzają. Niektórzy czasami nawet nie wiedzą o czym tak naprawdę piszą. Jeszcze inni piszą byle jak o byle czym a kolejni recenzują kosmetyki źle dobrane do swojego wieku i rodzaju cery. Każdy może napisać recenzję wszystkiego. Korzystałabym z tej strony znacznie częściej, ale podejście niektórych osób do recenzowania zniechęca mnie do tego. Naczytałam się tyle głupot, że zainspirowało mnie to do napisania tego postu. Nie musicie się zgadzać z moimi opiniami. Ja tylko wyrażam swoje zdanie i staram się naświetlić Wam pewne problemy związane z tym, jakże kosmetyko-opiniotwórczym, portalem. Na koniec pragnę Wam przypomnieć, że Szara Myszka nie jest opłacana ani sponsorowana przez nikogo. Działam samodzielnie i według własnych zasad. A na portal pewnie rzucę okiem jeszcze nie raz, ale na pewno będę robić to z przymrużeniem oka, co zalecam także Wam wszystkim. Do następnego wpisu :)!
10.05.2017
Kreator stron internetowych - strona bez programowania