Podkłady Szarej Myszki

Cześć Kochani :)! Szara Myszka doszła do wniosku, że troszkę mało pisze o makijażu... W związku z tym, dzisiejszy wpis poświęcam na opisanie myszkowych podkładów do twarzy :). Przedstawię Wam swoje ulubione produkty i sposób w jaki je aplikuję. Nie zabraknie również informacji o rodzaju i kolorze mojej skóry. Miłej lektury :)!

Przed nałożeniem podkładu zawsze myję buzię - to podstawa! Twarz musi być czyściutka, żeby makijaż nam nie zaszkodził ;). Na osuszoną buźkę nakładam tonik a następnie krem pod oczy i krem do twarzy. Na delikatniejsze rejony twarzy dodaję jeszcze odrobinkę zwykłego kremu Nivea. Muśnięcie skóry tym kremem znacznie ułatwia mi późniejszą aplikację podkładu. Do rozprowadzenia podkładu po twarzy używam tylko i wyłącznie palców. Kiedyś korzystałam z pędzelka z Rossmanna marki Elite, ale palce dają zdecydowanie lepszy i bardziej naturalny efekt. Umożliwiają zużycie o wiele mniejszej ilości podkładu niż przy użyciu innych metod :). Podczas pracy pędzlem sporo kosmetyku zostawało we włosiu i nic nie mogłam z tym zrobić. Przy paluszkach z kolei zużywam tyle produktu ile chcę i mam pewność, że podkład jest rozprowadzony równomiernie. Kosmetyk szybciej i skuteczniej stapia się ze skórą, dając subtelny efekt wyrównania kolorytu skóry. O efekcie maski możemy zapomnieć :). Przy aplikacji podkładu za pomocą palców zawsze dbam o higienę rąk. Odrobinę podkładu wylewam na umytą, zewnętrzną stronę dłoni i następnie nabieram na paluszki. Kosmetyk rozprowadzam partiami: najpierw na czoło, później na nos i okolice, skronie, policzki, brodę i kości żuchwy (oraz troszeczkę na i pod powieki). Przed nałożeniem podkładu na poszczególne partii twarzy rozcieram małą ilość kosmetyku o opuszki palców. Dopiero po tym zabiegu rozcieram go po buzi. Ułatwia mi to uzyskanie naturalnego efektu końcowego :). Po dokładnym rozprowadzeniu produktu korzystam jeszcze z korektora pod oczy. Nakładam go głównie na sińce pod oczami. Sińce nie są jakoś masakrycznie widoczne, ale jednak coś
tam widać i podczas malowania się wolę je ukryć ;). Przez lata borykania się z trądzikiem zakrywałam jeszcze wypryski i większe blizny. Do tego celu używałam
korektora z kwasem salicylowym z Revlonu i pędzelka do korektora. Póki co nie mam problemów z cerą, więc ten konkretny korektor poszedł w odstawkę. Podkład utrwalam pudrem (chociaż czasami robię wyjątki). Puder aplikuję przy pomocy pędzla w ilości minimalnej, głównie w strefie "T" i na policzkach.
.
Z jakich podkładów korzysta Szara Myszka? Od lat jestem wierna podkładom Revlon Colorstay do cery tłustej i mieszanej :). Już wiecie z poprzednich myszkowych wpisów, że mam cerę mieszaną ze skłonnością do trądziku. Podkład z Revlonu jest beztłuszczowy, dzięki czemu nigdy nie pogarszał stanu mojej buzi. Jest to produkt idealny dla cery problematycznej :). Pudry z tej linii również są beztłuszczowe i świetnie sprawdzają się na każdej twarzy :). Na produkty z Revlonu zdecydowałam się nie tylko ze względu na beztłuszczową formułę, ale również ze względu na kolory. Kolor mojej skóry określiłabym na coś pomiędzy żółcią a zielenią. Może brzmi to dziwnie, ale naprawdę dostrzegam u siebie odrobinę zieleni... W zimie moja skóra jest jasna. W lecie bardzo szybko opalam się na brązowo. Nie lubię być
opalona z różnych względów, ale siłą rzeczy moja skóra zawsze złapie trochę promyków słoneczka pomimo smarowania się mocnymi filtrami. Kolory podkładów z Revlonu jakie posiadam to: 150 Buff, 180 Sand Beige oraz 300 Golden Beige. W zimie używam koloru 150. Dla mnie jest idealny. W połączeniu z pudrem 820 Light stanowią idealną parę ;). Gdy moja buzia jest już troszkę opalona, to sięgam po podkład w odcieniu 180. Do tego używam pudru 830 Light/Medium. Kiedyś opaliłam się dosyć mocno i nie wiedziałam jaki podkład wybrać. Strzeliłam, że kolor 300 będzie ok, ale niestety nie trafiłam. Owszem, był dosyć ciemny, tylko tonacja się nie zgadzała. Jak dla mnie ten podkład był lekko różowy (chociaż ogólnie uchodzi za żółty). Postanowiłam, że będę mieszać go z kolorem 180 i jakoś się przemęczę. Koloru 300 nie używam już od dawna. Została mi buteleczka ze starym kosmetykiem i to tyle ;). Natomiast odcienie 150 i 180 stale u mnie goszczą :). Ich żółtawo-neutralny kolor bardzo mi odpowiada i dobrze dopasowuje się do mojej cery. Podkłady z Revlonu nie uwydatniają suchych skórek. Nie oznacza to jednak, że już nie musimy robić peelingów. Co to, to nie ;)! O skórę musimy dbać zawsze :)! Uważajcie na ilość aplikowanego produktu, ponieważ stosowany w nadmiarze może osadzać się w zmarszczkach i załamaniach skóry (podkreślam, że tyczy się to tylko przesadnej aplikacji). W kwestii krycia mogę Wam napisać, że jest to podkład średnio kryjący. Mi to odpowiada, ponieważ dzięki temu nie wyglądam jakbym zamieniła się głowami z manekinem ;). Większe niedoskonałości cery zawsze maskowałam korektorem i efekt był super. Jakiś czas temu zapragnęłam
małej odmiany i postanowiłam rozejrzeć się za nowym podkładem. Dużo czytałam i doszłam do wniosku, że chyba najlepszy będzie dla mnie podkład Bourjois 123 Perfect.
Podobno większość kolorów z tej serii jest żółta, więc długo się nie zastanawiałam ;). Opis podkładu brzmi bardzo ciekawie, jednakże nigdzie nie spotkałam się ze
zdaniem, że produkt jest beztłuszczowy. Tak czy inaczej - nie pogorszył stanu mojej cery. Nie wiem co będzie jak odstawię Vibin, ale póki co jest super (o Vibinie
pisałam w poście o walce z trądzikiem). Mój kolor podkładu Bourjois 123 Perfect to 51 Light Vanillia. Niestety, ale na okres zimowy jest za ciemny :(. To najjaśniejszy
kolor z całej palety. Straszna szkoda... Mimo wszystko, testowałam podkład już przez kilkanaście dni i jestem zachwycona :). Z pewnością będę z niego korzystać
w lecie i już nie mogę się doczekać :). Jest żółty i świetnie się rozprowadza. Aplikacja jest łatwiejsza niż w podkładach z Revlonu. Produkt nie osadza się w zmarszczkach i załamaniach, ale za to musimy pilnować suchych skórek. Dla tego podkładu polecam peeling dwa razy na tydzień lub co 4-5 dni. Krycie tego kosmetyku określam na średnie, ale chyba nieco mocniejsze niż w przypadku Revlonu. Lubię ten produkt za jego przyjemną aplikację i typowo żółty odcień :). Nie robi krzywdy mojej buzi, więc czego chcieć więcej?
Gdzie kupuję podkłady? Podkłady zawsze kupowałam przez internet na jednym z dużych i popularnych portali aukcyjnych. Nigdy się nie zawiodłam. Kosmetyki zawsze
były świeże, nieotwierane i niezważone. W chwili, gdy jakaś aukcja wzbudzała moje podejrzenia, to szukałam dalej aż znalazłam sprzedawcę godnego zaufania.
Za podkłady Revlonu płacę około 30zł a za Bourjois mniej więcej 37zł. W drogerii musiałabym zapłacić prawie dwa razy tyle i nie miałabym pewności czy ktoś
przede mną nie otwierał buteleczki i nie wsadzał do niej brudnych rąk (fuj!).

Podsumowując - podkłady Revlon Colorstay sprawdzają się u mnie idealnie. Nawet w czasach, gdy miałam duże problemy z cerą nie nasilał powstawania wyprysków.
Podkład Bourjois 123 Perfect również jest świetny i będę z niego korzystać. Na razie mam ładną cerę, więc ciężko mi stwierdzić jak wypada w połączeniu z
pryszczami. Na bezpryszczowej skórze mieszanej spisuje się super :). Wszystkie opisywane przeze mnie podkłady są trwałe i nie zostawiają plam na ubraniach.
Pod koniec dnia możemy się nieco świecić, ale to naturalne jeżeli ktoś ma cerę tłustą lub mieszaną - sebum kiedyś musi przebić się spod tych wszystkich
kosmetyków. Taka kolej rzeczy. Nie ma cudownego podkładu, po którym cały czas będziemy matowe. Produkty o których wspominałam nie powodują efektu maski. Dzięki nim będziemy wyglądać naturalnie. Pamiętajmy o zachowaniu higieny podczas aplikacji produktu na twarz. Nie zapominajmy również o myciu pędzli do pudru
czy podkładu po każdym użyciu. Taki niemyty pędzel dla cery problematycznej to istne samobójstwo! W miarę możliwości nie malujmy się codziennie. Dajmy czasami
odpocząć buzi ;). Osobiście przyznaję, że są tygodnie w których maluję się tylko 2 razy i są też takie, w których noszę makijaż 6 razy. Nie mam co do tego określonej
reguły. Jak mam czas i ochotę to się maluję, a jak nie - to nie ;). Makijaż poprawia mi humor i sprawia, że czuję się piękna :). W przypadku, gdy nie mam czasu na
cokolwiek, a chcę mieć wyrównany koloryt cery, to na buzię aplikuję kremy, podkład, korektor pod oczy i lecę! Jak mam jeszcze sekundę, to dodaję odrobinkę pudru i tusz do rzęs. W krótkim czasie można uzyskać bardzo fajny, naturalny i trwały efekt pięknej skóry. Pamiętajcie dziewczyny - nie przesadzajcie z ilością pudru na buzi. Nakładajcie go tylko tam, gdzie się świecicie i w miejscach, które zamierzacie konturować. Czasami im mniej, tym lepiej :). Na sam koniec pragnę dodać, że jeżeli
macie problemy z cerą to nie rezygnujcie z makijażu. W moim przypadku makijaż sprawił, że przez cały dzień nie dotykałam buzi w wyniku czego stan mojej cery
uległ poprawie. Kwas salicylowy zawarty w korektorze dodatkowo osuszał pryszcze i pomagał mi się ich pozbyć. Dobierajcie odpowiednie kosmetyki do Waszej cery, a
na pewno się nie zawiedziecie :)!
17.05.2017
Darmowa strona www - zrób ją sam!